Uprowadzenie - porwanie własnego dziecka!
Biuro Detektywistyczne ALERT wyjaśnia aspekty prawne uprowadzenia rodzicielskiego [1]
Pisaliśmy już wcześniej na łamach naszego bloga o zaginięciach osób, w tym osób nieletnich (vis: https://grupa-alert.pl/zaginiecia-osob!-co-robic-.html). Jednak poszukiwanie dzieci na skutek uprowadzenia / porwania rodzicielskiego to szczególna grupa poszukiwanych. Biuro Detektywistyczne ALERT otrzymuje coraz więcej próśb o pomoc w tej drażliwej kwestii, dlatego poruszamy dziś ten trudny temat. Bardzo często służby i instytucje odmawiają pomocy poszukiwawczej, ponieważ uprowadzenie rodzicielskie w Polsce nie jest przestępstwem (przynajmniej do czasu jeśli zachowanie jednego z rodziców za takie nie zostanie uznane rzez Sąd), o czym piszemy poniżej. Uprowadzenia rodzicielskie traktowane są jako forma konfliktu wewnątrzrodzinnego, który wg. powszechnej opinii w tym organów ścigania powinien zostać rozwiązany bez angażowania dodatkowych instytucji i służb. W związku z tym wielu uprowadzających swoje dzieci rodziców, którym przysługują pełne prawa rodzicielskie do dziecka, czują się bezkarni, ale najpierw szczegółowe wyjaśnienie pojęć:
Uprowadzenie rodzicielskie - zgodnie z definicją zawartą w Zarządzeniu nr 124 Komendanta Głównego Policji jest sytuacją, w której jedno z rodziców lub opiekunów posiadających pełną władzę rodzicielską bez woli i wiedzy drugiego z nich pod pretekstem np. krótkotrwałego pobytu wywozi, lub zatrzymuje dziecko na stałe, pozbawiając tym samym drugiego rodzica lub opiekuna posiadającego pełną władzę rodzicielską możliwości utrzymywania kontaktu z dzieckiem w przysługującym mu zgodnie z prawem zakresie. W takich przypadkach Policja i inne instytucje nie zawsze chcą interweniować w sprawy osobiste pomiędzy rodzicami, czyli zajmować się poszukiwaniem uprowadzonego dziecka, ponieważ traktują całą sytuację jako wewnętrzny problem rodzinny, ale też nie mają podstaw prawnych do takiej interwencji.
Porwanie dziecka – jest praktycznie tożsamą sytuacją co do zachowania się sprawcy jak w przypadku uprowadzenia rodzicielskiego opisanego powyżej z tą zasadniczą różnicą, że jest dokonane przez rodzica, którego władza rodzicielska została ograniczona, zawieszona lub który został jej pozbawiony. I w takim przypadku jest to przestępstwo usankcjonowane w art. 211 Kodeksu karnego, a osoba, która wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru uprowadza lub zatrzymuje małoletniego poniżej 15 lat albo osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Porwanie dziecka jest przestępstwem ściganym z urzędu, co oznacza, że Policja lub Prokuratura, jeżeli uzyska wiarygodne informacje uzasadniające przyjęcie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, wszczyna dochodzenie lub śledztwo.
Przyczyny uprowadzeń / porwań dzieci przez własnych rodziców oraz sposób postępowania w takich sytuacjach.
Zdarza się nader często, że pomimo, iż podczas rozprawy rozwodowej i ustalonego planu sprawowania władzy rodzicielskiej nad wspólnym dzieckiem / dziećmi, już po samym rozwodzie jedna ze stron nie dotrzymuje tych uzgodnień. Wzajemne konflikty, pretensje, zazdrość albo gniew na byłego partnera powodują, że najczęściej niestety cierpi na tym dziecko. Jeżeli dojdzie do tego utrudnianie przez rodzica wiodącego możliwości kontaktowania się ze swoim dzieckiem przez drugiego rodzica, ten małżonek, który bardziej na tym cierpi, bywa, że ucieka się do ostateczności, tj. właśnie, niestety do uprowadzenia rodzicielskiego albo porwania. Co można zrobić w przypadku uprowadzenia rodzicielskiego lub porwania dziecka? Na pewno w przypadku porwania dziecka należy zgłosić niezwłocznie ten fakt na Policję, w przypadku uprowadzenia rodzicielskiego złożyć wniosek do Sądu o odebranie dziecka, a w jednej i drugiej sytuacji jeżeli nie znamy miejsca pobytu dziecka – złożyć wniosek o jego ustalenie. Konsekwencją tych działań z reguły ostatecznie jest złożenie wniosku do Sądu o pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej, jeżeli nie miało to miejsca wcześniej. Są to wszystko czynności, które należy zlecić sprawnej i doświadczonej w tym zakresie kancelarii prawnej.
Grupa Detektywistyczna ALERT poszukuje uprowadzone dzieci.
Uprowadzenie rodzicielskie czy też porwanie jest zawsze przejawem nadużycia władzy rodzicielskiej, jednak w żadnym wypadku (choć trudno tutaj zgodzić się z następną frazą logiczną) nie może być ona wykonywana z pokrzywdzeniem dobra dziecka. Chcąc świadomie uniknąć angażowania się w takie sytuacje (o co nie trudno praktycznie w każdym takim przypadku) Biuro Detektywistyczne ALERT owszem - przyjmuje i realizuje niektóre zlecenia poszukiwania uprowadzonego / porwanego dziecka w celu ustalenia miejsca jego przetrzymywania – przebywania, nie realizuje jednak zadań i czynności związanych z fizycznym odebraniem dziecka jednemu z rodziców, bez względu na sytuację faktyczną oraz prawną. Nie podejmujemy się tych czynności zarówno bezpośrednio jak i w formie asysty. Oczywiście przy porwaniach, zaginięciach czy bezprawnych zatrzymaniach dzieci przez osoby trzecie, innych niż rodzice dziecka - realizujemy czynności i działania w pełnym zakresie.
Korzystając z okazji do propagowania pomocy w tym obszarze, podajemy bezpłatny numer : 116 000 – to Telefon dyżurny w Sprawie Zaginionego Dziecka i / lub Nastolatka Fundacji ITAKA, który jest dedykowany rodzicom, którzy chcą zgłosić zaginięcie dziecka, uzyskać poradę prawną lub wsparcie psychologiczne. Numer działa 24h, w wyznaczonych dniach i godzinach oprócz specjalistów ds. poszukiwań dyżurują pod nim także psycholodzy i prawnicy.
Agencja Detektywistyczna ALERT na tropie uprowadzonego dziecka [2]
Aby pokazać jak skomplikowane, wielopłaszczyznowe oraz wielowątkowe do wykonania mogą być czynności detektywistyczne przy realizacji zlecenia dotyczącego uprowadzenia rodzicielskiego (w ogóle porwania czy też zaginięcia osoby), zdecydowaliśmy się opisać jedną ze spraw z tego zakresu jakie realizowało w niedalekiej przeszłości Biuro Detektywistyczne ALERT. Może zaczniemy od tego, że poszukiwania osób to zdecydowanie najbardziej czasochłonne i ekonomicznie najdroższe z czynności detektywistycznych z pośród innych wyzwań jakie stoją przed prywatnym detektywem. Często dostajemy zapytania od redakcji prasowych czy innych mediów, co mogą i co robią prywatni detektywi w takiej czy innej sprawie z różnych dziedzin i obszarów działalności dotyczących usług detektywistycznych. Dlaczego mówi się, że prywatni detektywi mogą być lub rzeczywiście są „lepsi” od służb i instytucji do tego powołanych i uprawnionych? I właśnie korzystając dziś z okazji, odpowiemy po części na ww. pytania, opisując krok po kroku jak przeważnie wygląda nasza praca, pokażemy to na przykładzie tzw. uprowadzenia rodzicielskiego, które ostatecznie stało się (w tym konkretnym przypadku) kwalifikowanym porwaniem. Przedstawimy jakich danych i informacji potrzebuje agencja detektywistyczna na wstępie zlecenia, jak wygląda ich analiza i jej rezultaty na podstawie których formułowane są kolejne wnioski, hipotezy i sporządzanie planów przedsięwzięć poszukiwawczych. Opiszemy jakie metody i formy działań musi zastosować biuro detektywistyczne aby zbliżyć się do osiągnięcia celu zlecenia. Z jakimi przeciwnościami i obstrukcją muszą mierzyć się prywatni detektywi prowadzący śledztwo w sprawie zaginięć osób. Z pomocy jakich specjalistów i instytucji musimy nieraz korzystać aby zdobyć cenne materiały i wiedzę, które mogą okazać się tzw. informacjami naprowadzającymi na dalsze tropy i wskazówki mogące się przyczynić do odnalezienia poszukiwanych osób. Zapraszamy zatem wszystkich zainteresowanych do poniższej lektury, dzięki której będzie można poznać nasze, niekiedy niekonwencjonalne sposoby pracy oraz realizowane (często pod wielką presją czasową i emocjonalną) czynności, które mają doprowadzić prywatnych detektywów do uprowadzonego dziecka.
Przyjęcie zlecenia poszukiwania porwanego dziecka.
Był to okres letnich wakacji gdy do Koordynatora Operacyjnego Grupy Detektywistycznej ALERT zadzwoniła adwokatka jednej z kancelarii prawnej z województwa małopolskiego, dla której (a właściwie dla jej klientów) realizowaliśmy często różne zlecenia, tematy gospodarcze, kryminalne, ale też dużo z nich dotyczyło tzw. spraw cywilnych i rodzinnych. Pani mecenas szczegółowo (bez podawania konkretnych danych) opisała na wstępnie czego dotyczy sprawa, z którą boryka się już od ponad 4-ech miesięcy, a której szczęśliwego rozwiązania nie widać. Otóż rodzice 4-ro letniej Basi (imię dziecka zostało zmienione, a na potrzeby niniejszego opisu nazwijmy ich Anna O. i Zbigniew O.) byli w trakcie burzliwego rozwodu. Sąd wyznaczył miejsce przebywania dziecka przy matce, określając ojcu dni i warunki spotkań z córką. Ten jednak zaczął regularnie je naruszać by w konsekwencji pewnego dnia zabrać dziecko z przedszkola (pomimo zakazu zgłoszonego przez matkę dyrekcji tej placówki i stosownego zabezpieczenia sądowego w tym zakresie) i wywieźć Basię gdzieś … w miejsce, które pomimo kilkumiesięcznych aktywnych poszukiwań matki, jej rodziny i znajomych oraz policji, nie można było ustalić. Na początku „broniliśmy się” przed przyjęciem tego zlecenia, bo takie sprawy przeważnie mają podłoże tak zawiłych meandrów osobistych i rodzinnych, z oblicza których naprawdę nie wiadomo czasem kto jest winien zaistniałej sytuacji. Jednak niezmordowana „ofensywność” pani mecenas wobec naszej wstrzemięźliwości, jej prawdziwa szczera determinacja w pomocy matce uprowadzonej dziewczynki, a nade wszystko materiały filmowe jakie nam przesłano (które miały dwie różne odsłony pokazując punkt widzenia matki oraz trzecią zainicjowaną przez ojca dziecka, wyemitowane w telewizji publicznej, w programach realizowanych przez doświadczonych reporterów śledczych znanych ogólnopolski stacji telewizyjnych), gdzie został pokazany jak na dłoni ogromny dramat matki, bezradność służb i bezkarność oraz ewidentny cynizm i brak refleksji do tego co się stało ojca dziecka, pomimo wystawienia za nim listu gończego, przechyliły szalę o decyzji zajęcia się tą sprawą i rozpoczęcia działań poszukiwawczych Basi.
Czego potrzebuje Agencja Detektywistyczna ALERT, jakich informacji wstępnych, materiałów i wiedzy rozpoczynając takie zlecenie? Zwłaszcza w sprawie, którą w tamtym czasie (nie będzie to wielkie nadużycie) znała cała Polska. Niech jako odpowiedź na to pytanie da obraz poniższego opisu (autentycznej treści e-maila – po zmianie danych i anonimizacji) jakie wysłaliśmy do matki poszukiwanego dziecka:
„Szanowna Pani Anno, abyśmy mogli rozpocząć zlecenie potrzebujemy niezbędnych danych, które opisaliśmy poniżej:
- Dane dotyczące Pani męża Zbigniewa O.: nr PESEL, Nr NIP, nr używanych telefonów służbowych i prywatnych, zdjęcia wizerunku twarzy, sylwetki (może być link do portali społecznościowych typu facebook, itp.), adresy zamieszkania/przebywania znane Pani, w którym wg. Pani mógłby przebywać mąż, używane adresy e-mail, dane członków najbliżej rodziny i/lub znajomych, dalszej jeżeli jest taka wiedza, marka i nr rejestracyjne pojazdów, którymi może się poruszać, adresy miejsca pracy, firm - oddziałów, w których pracował wcześniej. Opis ubioru jaki najczęściej posiada/używał w pracy i poza pracą, znaki charakterystyczne, szczególne o ile można je wskazać (np. tatuaże, charakterystyczna biżuteria, blizny, okulary, fryzura itp.). Tzw. „mapa dnia” męża, o ile były to powtarzalne czynności i zna je Pani, czyli: o której przeważnie wychodził/wyjeżdżał z domu do pracy, gdzie najpierw jechał (czym się przemieszczał), do której i gdzie przebywał, o której wracał do domu itp. Ponadto: wyuczony i wykonywany zawód, pasje, hobby, zainteresowania Pani męża, czy uprawia sport, jaki, gdzie lubił przebywać. Czy ma skłonności do nadużywania alkoholu lub/i innych używek, hazardu czy pali papierosy itp. Proszę w miarę możliwości określić tzw. „słabe i mocne strony” męża. Ponadto proszę o wszelkie znane informacje na temat najbliższych kolegów/ koleżanek męża, ich adresy, ich miejsca pracy, nazwa firmy, w której pracują oraz wszelkie inne informacje o nich o ile są Pani znane, imiona i nazwiska, pseudonimy, zdjęcia jeżeli Pani posiada, dane pojazdów, którymi się poruszają na co dzień, nr telefonów, itp. Dane fundacji i osób, o których Pani wspomniała telefonicznie, które mogą pomagać mężowi.
- Dane dotyczące dziecka Basi O.: nr PESEL, zdjęcia wizerunku twarzy, sylwetki (może być link do portali społecznościowych typu facebook, na których jest córka itp.). Jak się Pani do niej zwracała, jak zwracał się do niej mąż (np. jakieś zdrobnienia lub inne określenia), jak córka zwracała się do ojca. Jej ostatni znany Pani ubiór, jakieś znaki szczególne córki (np. czy nosi okulary, znamię lub inne). Jeżeli chodziła do jakiegoś przedszkola proszę o podanie adresów, ewentualnie danych ostatniej opiekunki. Czy ma jakąś ulubioną rzecz, zabawkę, z którą się nie rozstaje itp. Z kim lubiła się bawić przebywać z rodziny męża lub Pani, itp. inne ważne informacje o córce, które może Pani nam przekazać.
- Skany – zdjęcia lub w formie papierowej wszelkie dokumenty urzędowe, sądowe i prokuratury, e-maile, zapiski, zdjęcia, zapisy audio i video i informacje dotyczące sprawy, w szczególności sprawy zgłoszenia porwania córki, ale też innych spraw związanych z mężem i córką. Proszę również o wskazanie linków do programów TV, w którym była przedstawiana sprawa przez Pani męża i programów mówiących o zaginięciu. Proszę zrobić ich spis i przesłać je Pani mecenas, te które Pani posiada i przekaże nam Pani (aby wiedziała co Pani nam przekazała), a wszelkie inne, które posiada wyłącznie Pani mecenas proszę zwrócić się do niej o ich zeskanowanie i przesłanie je Pani, a później przekaże nam je Pani. Niestety taka musi być droga, aby Pani mecenas nie naruszyła tajemnicy zawodowej, ale o tym porozmawiamy też jutro.”
Może się wydawać, że dużo żądamy tych danych, ale z naszego punktu widzenia – prywatnych detektywów nie ma informacji niepotrzebnych, ale takie, które się wykorzystuje lub nie. Nieraz drobny, wydający się mało znaczący szczegół może posłużyć jako tzw. informacja szczątkowa, naprowadzająca dzięki której możemy podjąć właściwy trop. Praktycznie na wszystkie wylistowane powyższe pytania otrzymaliśmy odpowiedzi od matki porwanej dziewczynki, ale po szczegółowej analizie ich, za kluczowe do rozpoczęcia poszukiwań uznaliśmy te przedstawione poniżej:
- Ojciec dziecka z zawodu był uznanym informatykiem – programistą, który w wyniku tego co sam zrobił czyli uprowadzenia Basi, został zwolniony z dużej ogólnopolskiej firmy ubezpieczeniowej. W wyniku długotrwałego ukrywania się wraz z dzieckiem (ponad 4-ry miesiące) wyczerpał swoje oszczędności i potrzebował środków finansowych na utrzymanie swoje i córki oraz opłaty związane z wynajmem lub użyczeniem lokali, w których znajdował schronienie oraz innymi kosztami. Z uzyskanych informacji wynikało, że zaczął szukać zatrudnienia (najlepiej odpowiadała mu branża ubezpieczeniowa, w której był ekspertem) firmy, która umożliwiałaby mu tzw. „pracę zdalną”, aby zarabiać środki tak potrzebne mu w sytuacji w jakiej się znalazł. Co oczywiste, aby móc skutecznie wykonywać taką pracę potrzebowałby do jej realizacji dobrej klasy sieci przesyłowej Internetu.
- Zbigniew O. w początkowej fazie uprowadzenia Basi kontaktował się z matką dziecka Anną O. głównie poprzez pocztę elektroniczną. Oprócz różnych inwektyw, żądań określonego zachowania od ww. przesyłał jej też zdjęcia wykonane telefonem ich wspólnego dziecka, aby udowadniać, że dziewczynce nie dzieje sią krzywda. Ostatnie z nich były wykonane na placu zabaw, na którym bawiła się Basia, spożywając loda w wafelku, siedząc na instalacji sznurkowej, drabince połączonej z innymi tego typu konstrukcjami tworzące tzw. „linaria” czyli mini park linowy dla dzieci (bardzo popularna konstrukcja na placach zabaw). Tłem na zdjęciu wspomnianej już konstrukcji linowej był dość charakterystyczny blok mieszkalny.
- W wyniku bezprawnego uprowadzenia dziecka wbrew woli matki jako osoby powołanej do opieki nad nim i przetrzymywania go w miejscu nieznanym właściwy Sąd Rejonowy Wydział Karny wydał Postanowienie sankcjonujące na wniosek Prokuratury Rejonowej z tej samej miejscowości, która prowadziła postępowanie wobec Zdzisława O. jako podejrzanego o czyn z art. 211 Kodeksu karnego (uprowadzenie lub zatrzymanie małoletniej osoby) zastosowanie wobec ww. środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na czas 30 dni od dnia zatrzymania. Nadmienić należy, że Prokuratura Rejonowa jw. wydała również Zarządzenie o poszukiwaniu Zbigniewa O. w celu ustalenia jego miejsca pobytu.
Planowanie i realizacja czynności detektywistycznych przez Grupę Detektywistyczną ALERT.
Ktokolwiek, kiedykolwiek miał do czynienia z prowadzeniem poszukiwań osób zaginionych czy w ogóle z wykonywaniem czynności operacyjnych lub śledczych, wie że po analizie materiału należy postawić hipotezy czyli możliwie najbardziej prawdopodobne z punktu widzenia wykrywczego zachowania podejrzanego i uszeregować je od najbardziej prawdopodobnych do tych mniej możliwych, ale nie wykluczających taki bieg zdarzeń. Po czym należy zacząć czynności sprawdzające od pierwszej hipotezy po kolejne aż do ostatniej jeśli te poprzednie nie przyniosą rezultatów. Należy szczegółowo zaplanować wszystkie działania i czynności do ich wykonania, pamiętając o potrzebie zabezpieczenia niezbędnych środków technicznych i osobowych do ich realizacji. Nie trzeba w tym miejscu chyba nikomu zwracać uwagę na fakt, iż to, że poszukiwany Zbigniew O. wiedział o podjętych działaniach przez służby i wystawionym za nim tzw. liście gończym, oraz to, że w wyniku akcji medialnej sprawca był powszechnie zanany, a także i to, iż po ponad 4-ech miesiącach brak było jakichkolwiek ustaleń faktycznych, które mogłyby posłużyć za impuls do konkretnych działań – komplikowało bardzo znacząco planowanie i realizowanie poszukiwań przez Agencję Detektywistyczną ALERT. Zaczęliśmy oczywiście od „zabezpieczenia” czyli objęcia całodobowym kamuflowanym monitoringiem wszystkich miejsc, w których potencjalnie mógł przebywać poszukiwany wraz z córką. Były to miejsca zamieszkania jego rodziców, najbliższej i dalszej rodziny oraz jacht, który posiadał i był zacumowany na jednym z większych zbiorników wodnych pojezierza mazurskiego. Rozpoczęliśmy pracę od podstaw, czyli wywiadów środowiskowych – rozpytań w miejscach byłej pracy Zbigniewa O. oraz rozmów z wytypowanymi przez nas interlokutorami, którzy mogli potencjalnie dostarczyć nam każdą, najmniejszą choćby informację i wiedzę o ojcu Basi, a którą można by wykorzystać do poszukiwań. Oprócz wszystkich tych czynności niezależnie od ich realizacji zabraliśmy się za przygotowanie działań taktycznych, które, po analizie wstępnego materiału podzieliliśmy na „Plan A, B i C”.
Wdrożenie Planu A – „zatrudnię ściganego listem gończym”.
Posiadając wielce uprawdopodobnioną informację, że Zbigniew O. może poszukiwać usilnie pracy, bo skończyły mu się już środki finansowe, sformułowaliśmy (być może dość pokrętny i niełatwy, ale wybiegający na przeciw ukrywającemu się) plan, który miał doprowadzić do zwabienia i ujęcia poszukiwanego. Pozyskaliśmy do współpracy agencję HR z jednego z wojewódzkich miast Polski specjalizującą się w rekrutacji specjalistów IT. Omówiliśmy wszelkie warunki jakie trzeba przygotować aby rekrutacja ta była wiarygodna. Kolejnym krokiem było znalezienie przez Agencję Detektywistyczną ALERT firmy z sektora ubezpieczeniowego, która zgodzi się na zaplanowane przez nas działania (oczywiście tylko na potrzeby naszej mistyfikacji – „zwabienia” Zbigniewa O. na ewentualne podpisanie umowy – zlecenia lub umowy o pracę i w konsekwencji zawiadomienia o tym fakcie organów ścigania o jego miejscu pobytu i zatrzymania go przez policję na podstawie wystawionego listu gończego). W tym celu zadzwoniłem do prezesa dużej znanej firmy z woj. mazowieckiego – brokera ubezpieczeniowego, który lata temu korzystał z naszych usług i zapytałem czy zgodzi się pomóc nam w tej delikatnej i niełatwej sprawie. Po szczegółowych wyjaśnieniach i obejrzeniu materiałów z TV – zgodził się natychmiast. Wspomniana już wyżej agencja HR omówiła wszelkie niezbędne czynności do wykonania z działem kadr zaprzyjaźnionego brokera ubezpieczeniowego i wystawili w Internecie stosowną ofertę dobierając „parametry potencjalnych kandydatów” tak aby były atrakcyjne dla Zbigniewa O. Po niespełna dwóch tygodniach „ryba połknęła haczyk” 😊 Zbigniew O. napisał do agencji HR poprzez pocztę elektroniczną zainteresowany wystawioną ofertą. Zwykło mówić się, że „szczęście sprzyja lepszym …” i do naszej lodówki służbowej trafiły szampany, ale na ich „odpalenie” trzeba było jeszcze z pokorą trochę poczekać. Teraz wszystko było w rękach agencji HR, która perfekcyjnie, powoli i profesjonalnie „kupowała zaufanie” Zbigniewa O. Na pierwszej z wideokonferencji przeprowadzonej „on-line” ze Zbigniewem O. przez agencję HR (który ze stresu lub ze zmęczenia nie „zamazał – nie rozmył tła” za nim - widoku pomieszczenia, w którym się znajdował, uczynił to dopiero po kilku minutach rozmowy) można było zobaczyć przebiegającą Basie, której zostały ścięte bardzo krótko włosy na tzw. „chłopaka”, wcześniej miała długie, gęste włosy. Na materiale można było ocenić jakie ubranka (kolor, rodzaj, styl) ma dziewczynka obecnie na sobie. Sam Zbigniew O. prowadził rozmowę w czapce (kaszkiecie) mocno naciągniętej na czoło z pod której widać było włosy koloru mocno rudego, gdy w rzeczywistości był bardzo ciemnym szatynem. Na nosie miał okulary (nie nosił żadnych wcześniej nawet korekcyjnych do komputera). Wszystko to, pewnie w jego mniemaniu miało być celowym kamuflażem na wypadek, gdyby „poprzez rekrutację mógłby być rozpoznany jako niechlubny bohater programów TV, które krążyły po sieci”. Zbigniew O. w rozmowie z rekruterem agencji HR utrzymywał, iż obecnie znajduje się za granicą w Czechach, ale zaczął mocno interesować się ofertą brokera ubezpieczeniowego. Późniejsza analiza przeprowadzona przez eksperta Grupy Detektywistycznej ALERT - widocznego tła – pomieszczenia, z którego komunikował się Zbigniew O. pozwalała na przyjęcie hipotezy graniczącej z pewnością, iż poszukiwany znajduje się na terenie RP. Po tygodniu wszystko było już „dopięte na ostatni guzik” - miejsce podpisania umowy Zbigniewa O., godzina i przygotowany ewentualny scenariusz zabezpieczenia miejsca spotkania oraz ujęcia poszukiwanego. Mieliśmy też niemałe trudności aby przekonać matkę Basi do udzielenia nam zgody na podjęcie bliskiej współpracy z policją (wydziałem bezpośrednio prowadzącym sprawę) i przekazywania im na bieżąco wszelkich zdobywanych przez nas informacji, gdyż ta była bardzo rozczarowana dotychczasowym działaniem prokuratury i policji w przedmiotowej sprawie, ale dzięki wspomnianej już na początku tej opowieści pani mecenas, pełnomocniczki matki udało się to przeforsować. I gdy wydawało się już, że czekające w naszej lodówce szampany lada moment wystrzelą … Policja, zresztą w moim przekonaniu nie bez podstawnie, zaczęła kwestionować pomysł ze „zwabieniem” Zbigniewa O. na podpisanie umowy o pracę i zatrzymania go. Pojawiło się pytanie: co w przypadku kiedy zatrzymany ojciec dziecka nie będzie chciał podać miejsca pobytu Basi? Bo przecież na spotkanie może przybyć sam, bez niej i wtedy dziecko byłoby narażone na zagrożenie, które trudno było w tamtym momencie zdefiniować. Rozwiązaniem wydawała się bezpośrednia obserwacja poszukiwanego po fakcie podpisania umowy z brokerem, ale na to również nie godziła się policja, bo musiała by zaniechać działań – zatrzymania do którego była zobligowana listem gończym. Po prostu szachowy „pat”, a czas płynął i działał na naszą niekorzyść, zmiana terminu spotkania – podpisania umowy nie wchodziła w grę, bo cały misterny plan poszedł by w … kosz. Matka Basi zaczęła mocno panikować i tym razem nie miała pretensji już tylko do policji, ale też do nas i pani mecenas, że namówiliśmy ją na bliską współpracę z organami ścigania, a te zamiast pomóc – piętrzą przeciwności. Problem jednak rozwiązał się sam … Zbigniew O. dwa dni przed umówionym spotkaniem zrezygnował z pojawiającej się możliwości pracy z brokerem ubezpieczeniowym. Co ciekawe wszystko wyznał rekruterowi z agencji HR, że jest poszukiwany listem gończym, że ma pod opieką córkę, którą zabrał wbrew niesprawiedliwemu wyrokowi sądu i zwierzał mu się jak najlepszemu przyjacielowi, ale niestety wszystko o czym mówił, nie dawało nam żadnych nowych naprowadzających informacji na to gdzie jest obecnie z Basią. Zbigniew O. już nie odezwał się więcej do agencji HR. Zmrożone już mocno szampany niestety … miały jeszcze długo poczekać na ich otwarcie, a ja tylko liczyłem na to, aby to nie była dopiero noc sylwestrowa… „Jak nie wiesz co masz robić w sytuacji bez wyjścia, to nie powinieneś zajmować się detektywistyką” – uruchomiliśmy „Plan B” …
Plan „B” – typowanie lodziarni i odbiorców Internetu w 8-miu miejscowościach.
Wspomniane już wyżej „zabezpieczenie” całodobowe kamuflowanym monitoringiem miejsc, w których potencjalnie mógłby przebywać – ukrywać się poszukiwany wraz z córką, wsparte również obserwacją dynamiczną: pieszą i samochodową realizowaną przez Zespoły Obserwacyjne Agencji Detektywistycznej ALERT, nie dały niestety znaczących rezultatów, a przede wszystkim takich, z których by wynikało, że Zbigniew O. wraz z córką ukrywa się w wytypowanych miejscach. Jednak po dokonanej szczegółowej i żmudnej analizie materiałów filmowych, które należało przejrzeć praktycznie 1:1 aby nie utracić nic co mogłoby naprowadzić na trop poszukiwań (a było ich w wymiarze ponad 1500 godzin filmu do analizy) ujawniono, iż pod dom ciotki poszukiwanego, z którą w przeszłości miał on bardzo dobry kontakt i często przebywał u niej nawet po kilkanaście dni (z pozyskanych informacji wynikało również, iż była też ona osobą, która w dużej mierze mogła pomagać finansowo Zbigniewowi O.) podjeżdżały m.in. pojazdy o nr rejestracyjnych, które wskazywały, iż są one właścicieli zameldowanych w województwie dolnośląskim z miejscowości średniej wielkości, które z kolei były w niedalekiej odległości od miejsca zamieszkania prezesa jednej z fundacji pomagającej ojcom w walce o dzieci i przeciwdziałającej alienacjom rodzicielskim obecnych i byłych żon (nazwijmy tę fundację na potrzeby niniejszego bloga – „FATER”), a czynnie pomagającym Zbigniewowi O. w walce sądowej o to by był on tzw. rodzicem wiodącym. W wyniku późniejszych weryfikujących czynności detektywistycznych ustalono, że właściciele pojazdów, które zidentyfikowano pod adresem zamieszkania ciotki poszukiwanego to również czynni i bardzo aktywni działacze fundacji „FATER”. Z kolej przeprowadzony intensywny wywiad środowiskowy w bliższym otoczeniu Zbigniewa O. przez Zespoły Operacyjne Grupy Detektywistyczne ALERT pozwolił na uzasadnione podejrzenie, że najprawdpodobniej wykupił on usługę internetową od firmy (nazwijmy ją na potrzeby niniejszego bloga „DIONA”), która to była doświadczonym i dynamicznie rozwijającym się podmiotem zajmującym się szeroko rozumianą działalnością telekomunikacyjną i działającą m.in. na obszarze miejscowości właśnie na Dolnym Śląsku, w tym tej, w której m.in. mieszkali działacze fundacji „FATER”. W związku z powyższym wytypowano osiem miejscowości, w których jak ustalono miejsce zameldowania miały osoby z fundacji „FATER”, a które mogły pomagać Zbigniewowi O. w ukrywaniu się i egzystencji w tej szczególnej sytuacji.
Niezależnie od wyżej opisanych prowadzonych czynności detektywistycznych i ich ustaleń zajęliśmy się intensywnie ostatnimi ze zdjęć jakie wysłał matce Basi – Zbigniew O., które były wykonane na placu zabaw, na którym bawiła się dziewczynka, spożywając loda w wafelku siedząc na instalacji sznurkowej, drabince połączonej z innymi tego typu konstrukcjami tworząc tzw. „linaria” czyli mini park linowy dla dzieci. Tłem na zdjęciu wspomnianej już konstrukcji linowej był dość charakterystyczny blok mieszkalny, a w jednym z okien okrągła firanka, wyglądająca i kojarząca się z białym koronkowym okrągłym obrusem. Postanowiliśmy poddać wyżej wymienione zdjęcia analizie, którą przeprowadził ekspert Agencji Detektywistycznej ALERT, a jej efektem był raport, który po niewielkich zmianach danych i anonimizacji przedstawiamy poniżej:
„1. Zdjęcia są zrzutami ekranu, jeżeli podesłał je porywacz - trzeba sprawdzić czy nie mają zapiętych metadanych. Najlepiej jakby to były oryginały. Plus można wtedy sprawdzić numer z MMS lub maila (w zależności jak to podesłał).
2. Lokalizacja jest na pewno w Polsce bo anteny satelitarne to PolsatBox 3. Patrząc na kąt padania słońca oraz fakt, że satelity zwykle zwrócone są na azymut południowy to zdjęcie zostało zrobione wczesnym popołudniem, gdzie fotograf faktycznie mógł stać od południa, więc blok ma plac zabaw po tej stronie, a po drugiej zapewne jest ulica. Tutaj jest tabela kątów pochylenia do miasta, więc teoretycznie można coś wiązać: (link do danych, które usunięto).
3. To co jest na pewno bardzo charakterystyczne to czerwony dach mansardowy i wzór malowania na elewacji. Nie widzi się takich zbyt często w blokach, więc pewnie lata budowli to 1970-1990 z odnowieniem z 2010-2015. Wiele takich bloków powstało na Śląsku i Dolnym Śląsku w tym okresie.
4. W jednym z okien, najprawdopodobniej jest to kuchnia widać firankę typu "zazdroska", wykonaną z koronki w kształcie koła. Tego typu przysłonięcia okien – zdobienia, są bardzo charakterystyczne dla domów i mieszkań z terenu Śląska lub Dolnego Śląska.
5. To co jest jeszcze bardziej specyficzne to wafelek który je dziewczynka. Niewiele jest takich lodziarni w kraju oferujące wafel z firmy XXXXX z Oleśnicy, którego dystrybutorem jest firma XXXXX z oddziałami w Pyskowicach, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie: (link do danych, które usunięto) lub firma ZZZZZ z Wrocławia. Analizując mapę po kolei dla tych miejscowości natrafiono na podobny budynek w miejscowości AAAA w woj. dolnośląskim ze względu na układ okien (szerokie-wąskie-szerokie).
Innymi słowy: trzeba powiązać dystrybucję nietypowego wafelka z w miarę nowym placem zabaw na osiedlu z budynkiem o dziwnym malowaniu i dachem mansardowym. Lodziarnia jest gdzieś blisko osiedla bo inaczej lód by się roztopił. Temperatura powietrza na zdjęciu to około 20-23 stopnie więc zdjęcie z (tu podano zakres dat – miesiąca, który pokrywał się z czasookresem uprowadzenia Basi O. przez ojca). Na razie udało mi się namierzyć, że na pewno te wafelki sprzedają w lodziarni o nazwie "Lody u ……" w miejscowości DDDD, ale w pobliżu nie ma tego osiedla: (link do danych, które usunięto).
Tak, jeszcze wnioskując po zdjęciach, dziewczynka może przebywać w towarzystwie kobiety bo ma dobrze zrobiony warkocz (jak wiemy z interakcji z poszukiwanym, którą opisaliśmy już wyżej - włosy dziecka zostały ścięte). Niby to nie zasada, ale mężczyźni są w tym słabsi. A dodatkowa informacja z dachem może być ważna - takie dachy statystycznie jak sprawdzałem to w większości przypadków znajdują się na osiedlach robotniczych, czyli w miejscach gdzie teoretycznie w pobliżu jest jakiś zakład przemysłowy. Więc teraz pozostaje robota detektywistyczna: pokazać zdjęcie dachu w lodziarniach z miejscowości które proponowałem - może odpowiedzą od razu, lub przeszukać Google Earth w trybie 3D w południowych miastach, lub w pobliżu tych lodziarni gdzie oferują te wafelki.”
Tu winny jestem pewnych wyjaśnień czytelnikowi niniejszego bloga, dlaczego ten wafelek od loda, jaki konsumowała na zdjęciu Basia, miał być taki specyficzny. Otóż „rękojeść” wafelka była zwieńczona częścią jak na podwójną porcję sąsiadujących obok siebie gałek lodów, tzw. „TULIP DOUBLE” (vis, link: https://contrada.pl/pl/p/-TULIP-DOUBLE-80x139-252szt/306#galleryName=productGallery,imageNumber=1 ), faktycznie niewiele lodziarni używa takich wafli. Nadmienię jeszcze tylko, że w czasie, kiedy jeszcze trwały analizy materiałów filmowych, o których mowa wyżej oraz analiza zdjęć z Basią spożywającą loda siedzącą na instalacji sznurkowej, Koordynator Operacyjny Grupy Detektywistycznej ALERT wysłał zdjęcia zasłaniając (anonimizując wizerunek dziecka) twarz dziewczynki do kilkunastu firm w Polsce zajmujących się produkcją i montażem takich lub podobnych instalacji na placach zabaw, poniżej treść e-maila, który został wysłany, przytaczamy go praktycznie bez dokonania zmian:
„Szanowni Państwo – PROŚBA O POMOC!
nazywam się Wojciech Szczurek i reprezentuję Grupę Detektywistyczną ALERT z Warszawy (namiary do kontaktu w stopce e-maila) prowadzimy sprawę uprowadzenia rodzicielskiego dziecka, które bawiło się m.in. na placu zabaw – instalacji widocznej na załączonych zdjęciach. W imieniu swoim oraz zrozpaczonej matki uprzejmie proszę o przyjrzenie się tym „drabinkom, sznurkom zręcznościowym” być może są to Wasze produkty i to Wasza Firma instalowała je na osiedlu pod blokiem (bardzo charakterystycznym widocznym w tle) i być może jesteście w stanie rozpoznać co to za miejsce? Jaka to miejscowość, być może nazwa ulicy? Jeżeli nie, to może rozpoznajecie kogo jest lub może być ten produkt, jakiej firmy i wskażecie nam, a my zwrócimy się do nich bezpośrednio z zapytaniem gdzie to instalowali. Nadmieniam, że obowiązuje nas bezwzględna tajemnica zawodowa, nie podajemy nigdy, nikomu (chyba, że jest taka wola osób nam pomagających) żadnych informacji na temat źródła wiedzy.
Tu chodzi o zdrowie, a może nawet i życie dziecka – proszę o pomoc ! W razie jakichkolwiek pytań jestem pod telefonem 24/7 pod nr 690343345.”
Ku naszemu zdumieniu na ww. apel odpowiedziały prawie wszystkie firmy, do których zwróciliśmy się o pomoc, wskazując w odpowiedzi na potencjalnych producentów i ewentualnych serwisantów tego typu instalacji. Jednak w rezultacie tych szeroko zakrojonych działań nie otrzymaliśmy niestety, żadnej informacji, która mogła być tą naprowadzającą nas na trop.
Plan „C” – poszukiwanie placu zabaw i okna z koronkową firanką.
Na podstawie wyżej opisanych informacji wytypowaliśmy 8-em miejscowości na Dolnym Śląsku, w których mógł ukrywać się Zbigniew O. wraz z córką. Dwa Zespoły Operacyjne Grupy Detektywistycznej ALERT zaopatrzone w zdjęcia poszukiwanego, Basi oraz bloku, o którym była już mowa wcześniej - wyruszyły w trasę. Jeden miał za zadanie by odnaleźć plac zabaw, na którym bawiła się ponad dwa miesiące wcześniej córka Anny O. Natomiast drugi sprawdzał adresy – miejsca zamieszkania wytypowanych działaczy fundacji „FATER”, którzy najparwodpodbniej pomagali Zbigniewowi O. Zespół pierwszy odwiedzał przede wszystkim siedziby Straży Miejskich miast, które były przedmiotem zaplanowanych działań oraz spółdzielnie mieszkaniowe gdzie okazywano fotografię bloku i jego otoczenia. Pomimo bardzo przychylnego nastawienia zarówno administracji osiedlowych jak i strażników miejskich, po tygodniu rekonesansu wynik ich był niestety negatywny. Działania drugiego zespołu również nie skutkowały ustaleniami, które można by uznać za naprowadzające na trop poszukiwanego. W ostatnim dniu eskapady, po rozpytaniach i lustracji dziesiątek placów zabaw pozostała ostatnia do sprawdzenia miejscowość. Naprawdę nie wierzyliśmy już w to, że uda się osiągnąć zamierzony cel, a niektórzy z nas byli za tym by już odpuścić. Przyznam się, że i ja byłem już mocno sfrustrowany, ale zawsze trzymam się zasady, że plan należy wykonać do samego końca. I nawet gdy już pojechaliśmy do dyżurnego Straży Miejskiej tego ostatniego na naszym liście miasta, a on po przyjrzeniu się fotografii powiedział, że wie co to za blok i przy jakiej ulicy się znajduje, jechaliśmy tam raczej bez entuzjazmu, bo takich „rzekomych trafień” wcześniej było kilka, a efekt końcowy niestety rozczarowywał. Ale po podjechaniu pod ten ostatni wskazany adres wszyscy ożywili się jak oparzeni i wpadli w nieskrywaną euforię. To był ten adres, ten blok, ten plac zabaw z tymi ze zdjęcia drabinkami sznurkowymi, a nawet w jednym z okien jak na fotografiach, które posiadaliśmy wisiała tzw. „koronkowa zazdroska w kształcie koła”! Osiedle było dość duże, był na nim tylko jeden sklep ogólno-spożywczy, usytuowany w części parterowej akurat bloku obok placu zabaw. Kilkanaście metrów od niego odnaleźliśmy lodziarnię, w której sprzedawano lody w kubkach typu „tulip double”. Natychmiast skontaktowaliśmy się z matką Basi i przekazaliśmy dobrą wiadomość, bo te ustalenia nią były, ponieważ innych naprowadzeń na poszukiwanego jak dotąd, jak te nie było wcale. Pozostawało tylko pytanie: czy Zbigniew O. wraz z córką jest jeszcze gdzieś w pobliżu? Zebraliśmy Zespoły Operacyjne Grupy Detektywistycznej ALERT w dwóch miejscach osiedla, na których udało się wynająć mieszkania – lokum jako bazy wypadowe. Zamontowaliśmy w nocy na wszystkich wytypowanych miejscach (przed sklepem spożywczym, lodziarnią, placu zabaw, przy głównych drogach dojść i odejść tych obiektów) kamuflowane kamery z własnym źródłem zasilania (10 szt.), które mogły nagrywać 80 godzin non-stop. Po tym czasie wymienialiśmy je na nowe świeżo naładowane, a te demontowane podłączaliśmy do ładowania akumulatorów, a zapisane na nośnikach z nich filmy - dzień i noc analizowaliśmy w celu ewentualnej identyfikacji poszukiwanych. Poza powyższymi działaniami, dwa Zespoły Obserwacyjne Agencji Detektywistycznej ALER, w których zmieniały się załogi (mieszane: kobieta i mężczyzna) co 12 godzin, monitorowały samochodem oraz pieszo teren osiedla, jego przyległe otoczenie i miejsca, które uznawaliśmy za warte inwigilacji. Po czterech dniach intensywnych działań, jeden z detektywów przeprowadzający analizę zapisów dozorów miejsc, poprosił mnie o ocenę (przyjrzenie się postaci) jaką zauważył na analizowanym materiale filmowym. Był to mężczyzna wchodzący i wychodzący po zmroku do sklepu spożywczego osiedla. Pomimo niezbyt dobrej jakości obrazu osoba na filmie (jego sylwetka, wzrost, ubranie, chód) bardzo przypominała Zbigniewa O. Natychmiast (po lekkim „podrasowaniu” materiału) wysłaliśmy drogą elektroniczną sekwencje z obrazem osoby jw. by skonsultować to z Anną O. Matka Basi nie miała żadnych wątpliwości i stwierdziła (nie przypuszczała tylko była pewna), że to jest Zbigniew O. Zawiadomiłem natychmiast naczelnika wydziału policji, który bezpośrednio zajmował się sprawą, przekazałem mu wszystkie informacje i ustalenia jakie posiadaliśmy oraz materiały filmowe. Niezwłocznie zajęliśmy się planowaniem i przygotowaniami do zawężenia działań obserwacyjnych by móc ustalić dokładne miejsce przebywania – zamieszkania Zbigniewa O. Na drugi dzień wspomniany już naczelnik wydziału policji zadzwonił do mnie i poprosił abyśmy wycofali się ze wszystkich działań w miejscach, w których prowadziliśmy rozpoznanie, a najlepiej opuścili w ogóle miejscowość. Dał jednoznacznie mi do zrozumienia, że od dziś w rejonie tym będą prowadzone bardzo intensywne i zaawansowane czynności operacyjno-rozpoznawcze zmierzające do ustalenia miejsca przebywania poszukiwanego i jego córki oraz do zatrzymania Zbigniewa O. Tak też zrobiliśmy.
Tydzień później wczesnym rankiem otrzymałem wiadomość MMS na WhatsAppa od Anny O. było to zdjęcie jej i córki Basi w objęciach przed budynkiem komendy policji. W pierwszym odruchu, byłem zły, iż nie zdążyłem oddać pani Annie „Świnki Peppy” zabawki pluszowej jaką uwielbiała Basia (woziliśmy ją cały czas w samochodzie na wypadek, gdyby udało się ją odnaleźć by uwiarygodnić się jako "wysłannicy" od jej mamy) ale w tej chwili Basia mogła już spokojnie dłużej poczekać na oddanie „przytulanki” … miała dużo lepszą przy sobie …
Z wielu przyczyn zarówno tych obiektywnych jak i subiektywnych w powyższym opisie nie znalazły się wszystkie działania, przedsięwzięcia i zaawansowane czynności jakie podejmowała Agencja Detektywistyczna ALERT w przedmiotowej sprawie. Pomijając to, iż gdyby faktycznie starać się umieścić te informacje, to niniejszy blog trzeba by podzielić na klika odrębnych części i przekazywać całą opowieść w kilku odcinkach. Jednak najistotniejszym powodem "skrótów i braku pełnej wiedzy i informacji o zleceniu" jest dbałość o szeroko rozumiane dobro „bohaterów” tej sprawy jakimi nie byli tylko poszukiwani czy poszukujący, ale też duże grono tych, którzy udzielali nam pomocy, dlatego nie można przekazać wielu istotnych elementów tego zlecenia, pomimo zmiany danych czy ich anonimizacji.
Dzisiejszy blog zakończę taką konkluzją, iż po tej sprawie, po raz kolejny doświadczony tym, że człowiek uczy się całe życie, nawet, a może przede wszystkim w kwestii zaopatrzenia na eventy celebrujące sukces, nigdy już nie kupię szampanów wcześniej … niż w dzień Sylwestra 😉
[1] Przy opracowaniu niniejszego bloga korzystano z materiałów zamieszczonych na stronie internetowej Kancelarii Adwokackiej Anna Kubica z Poznania oraz Fundacji ITAKA Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych.
[2] Wszelkie dane i informacje mogące zidentyfikować osoby dotyczące opisywanego zdarzenia - uprowadzenia rodzicielskiego zostały celowo zmienione lub zanonimizowane.
Wojciech Szczurek
Detektyw Koordynator Operacyjny Grupy ALERT

























